Po kolei krótko o wszystkich
dzisiejszych spotkaniach:
Dimitrov G 6/3 3/6 6/2 6/4 Bautista-Agut
R – tak jak się
spodziewałem, spotkanie nie zawiodło. Bardzo przyjemny mecz do oglądania,
mnóstwo wymian, Grisha momentami czarował, obaj panowie nie psuli łatwych
piłek, więc cały czas było na co patrzeć.
Dzień siódmy stał pod znakiem największej póki co niespodzianki turnieju w Melbourne. Poza nią niewiele się działo, szybkie mecze u mężczyzn i bez wielkich emocji u kobiet. Wyniki, które warto odnotować: > Ivanovic A 4/6 6/4 6/3 Williams S - ten mecz miał być hitem dzisiejszego dnia i oczekiwania zdecydowanie spełnił, a złożyły się na to wielkie emocje podczas spotkania i sensacyjne rozstrzygnięcie.
Robert S 6/0 7/6 6/4 Klizan M – o tym meczu wypada wspomnieć przede
wszystkim jako o pierwszym od 40 lat, gdzie dwóch lucky loserów spotyka się w
trzeciej rundzie Wielkiego Szlema. Francuz, którego w zeszłym roku można było
oglądać na turnieju w Poznaniu, tak naprawdę powinien już być od kilku dni w
Europie i przygotowywać się do kolejnych Challangerów. Tymczasem dzisiaj
przetrwał pierwszy tydzień Wielkiego Szlema i awansował do czwartej rundy
turnieju singlowego, a to wszystko w znakomitym stylu. Stephane swoją szansę
otrzymał w momencie wycofania się z turnieju Phillipa Kohlschreibera, wskakując
do drabinki na jego miejsce, miejsce zawodnika rozstawione. Okazji nie
zmarnował – w pierwszym meczu nie oddał seta Aljazowi Bedene, później tylko jednego
Michałowi Przysiężnemu, dziś ponownie do zera pokonał Martina Klizana, a w tych
trzech spotkaniach sprzedał rywalom dwa sety po 6-0. To zdecydowanie najlepszy wynik w karierze
Roberta, który nigdy wcześniej nie osiągnął nawet trzeciej rundy Wielkiego
Szlema. Dzisiaj, po znakomitym tygodniu, jest bogatszy o 135.000$ (ponad 1/7
tego, co zarobił w całej karierze) i notowany ponad 40 pozycji wyżej (awansuje
do TOP80).
Dzisiaj już mecze trzeciej rundy, czyli
zdecydowanie mniej spotkań i trochę luźniej. Bardzo ciekawo było na kortach, mniej działo się poza nimi.
Wyniki, które
warto odnotować:
> Mayer F 7/5 6/2 6/2 Janowicz J – kolejny słaby mecz Jerzego. Kolejny, bo
spotkania z Dolgopolovem, Thompsonem jak i Andujarem (choć ten był najlepszy)
stały również na niskim poziomie. Wiadomo, że Jurek nie był w stanie normalnie
przepracować okresu przygotowawczego przez kontuzję i na australijskie tournee
ruszył z marszu, ale jeśli ktoś pisze, że to były dobre mecze Polaka to chyba nie
akceptuje jakiejkolwiek krytyki pod adresem Jerzego. W pomeczowym wywiadzie (via
Marek Furjan) nasz zawodnik mówił, że mocno odczuwał ciężkie warunki, które
panują w Melbourne, miał bóle głowy i mroczki przed oczami, a takich spotkań
nie da się grać bez odpowiedniego przygotowania do turnieju. Jak dla mnie,
Jurek spełnił plan minimum, czyli obronił punkty z zeszłego roku oraz
wykorzystał korzystną drabinkę (słabi przeciwnicy w pierwszych dwóch rundach) i
osiągnął chyba maksimum, jakie się dało osiągnąć w tej formie, bo Mayer był
dziś zbyt solidny. Liczby zazwyczaj nie kłamią, a Niemiec kończył pierwszy set
z 14 wygrywającymi piłkami i... bez niewymuszonego błędu. Statystyki z
kolejnych dwóch partii równie korzystne, ale je trzeba już traktować z
przymrużeniem oka, bo Jurek nie grał już na takim zaangażowaniu. Teraz czas na
Puchar Davisa.
Jeśli na początku dnia było nudno to na koniec nie wiadomo było za co się zabrać.
> Robert S 7/6 6/1 6/7 6/1 Przysiężny - bardzo słaba postawa Polaka, który jak sam przyznał w rozmowie z Markiem Furjanem, był to może jego najsłabszy mecz w ostatnich dwóch latach, gdzie nie wychodziło kompletnie nic. Polak miał swoje szanse w pierwszym secie, pojawiła się mała nadzieja w trzecim, gdy odłamał Francuza, który serwował po set i wygrał 7 kolejnych piłek w tie-breaku (od stanu 0-3), ale w czwartym szybko pogrzebał swoje szanse. W turnieju pozostaje więc już jedynie Jurek Janowicz i Aga Radwańska.
Niculescu M 2/6 6/2 6/2 Lisicki S – fatalna postawa Niemki, która po
wygraniu łatwego pierwszego seta i dobrym początku drugiego, zanotowała run
gemowy 2-11 i przegrała mecz z Moniką Niculescu (WTA 64). Niektórzy już piszą,
żeby Martina Hingis szybko uciekała z boxu Niemki, bo będzie po takich
rezultatach, dobrze kojarzona nie będzie. Sabina po pierwszej partii całkowicie
się zacięła, pełno błędów i oddany mecz Rumunce, która właściwie nie ma żadnych
atutów poza przerzucaniem piłki. Statystyki dla Sabiny za drugi i trzeci set
tragiczne, łącznie 42 niewymuszone błędy w 16 gemach, podczas gdy Rumunka miała
ich zaledwie 10 (i 7! winnerów w 16 gemach). Lisicki po meczu napisała na Twitterze, że została pokonana przez upał, a internet szybko zareagował i zapytał od kiedy Niculescu nazywa się "upał"...
***
Ciekawa
sytuacja miała miejsce w meczu Ivana Dodiga i Damira Dzumhura. Chorwat pewnie
wygrał dwa pierwsze sety, ale w drugiej połowie trzeciej partii, którą Dodig
przegrał zaczęły się pojawiać problemy z mięśniami nóg. Chorwat wyszedł na
czwarty set, utrzymał podanie, ale po chwili w gemie Bośniaka zaczęły go łapać
na tyle mocne skurcze, że Ivan nie mógł się poruszać po korcie. Chorwat poddał
6 kolejnych punktów bez rozgrywania punktów, aby doprowadzić do międzygemowej
przerwy i skorzystać z szybkiej interwencji lekarza. Niewiele to pomogło, bo
Dodig wyszedł jedynie na kolejne dwa gemy i po chwili skreczował.
Ogromny sukces
dla Damira Dzumhura, który robi niesamowity wynik w Melbourne i na chwilę
obecną notuje już awans o około 45 pozycji w rankingu.
Amer Delić
napisał na Twitterze do dyrektora Australian Open: „@Craig Tiley, upewnij się
wzmocnić ochronę. Bośniacy nadjeżdżają!” ;- )
A rodacy
Dzumhura dopingują między innymi w ten sposób:
***
Teraz trochę o
Bernardzie Tomicu. Bernie został wczoraj zmiażdżony przez niektóre
australijskie media po poddaniu meczu z Rafaelem Nadalem, a niektórzy mniej
zagłębieni w temat kibice zarzucali mu zejście z kortu, ponieważ rywal był
lepszy.
Takie
wydarzenia ciągną za sobą nowo powstające memy i docinki, których pod adresem
21-latka nie brakowało i było ich naprawdę sporo.
Ben Rothenberg
napisał na Twitterze: "Właśnie po konferencji z udziałem Tomica, gdzie
strasznie żalił się na kontuzję nogi i wycofanie z jego ulubionego Wielkiego
Szlema. Przed chwilą przebiegał obok mnie w korytarzu. #AusOpen".
Jimmy Smith był
zadowolony z pomeczowej postawy Australijczyka: "Świetnie zobaczyć
Bernarda Tomica pędzącego po meczu bezpośrednio na odnowę biologiczną." i
dołączając słynne grudniowe zdjęcie.
Do imprezowej
fotki nawiązał też @DxnxsM: „Pierwszy moment, kiedy Tomic poczuł ból w
pachwinie”
Cała krytyka
jednak Bernarda chyba mocno poruszyła. Dziennikarze byli mocno zdziwieni kiedy
mijali dzisiaj Australijczyka, który zmierzał w stronę sali konferencyjnej -
dzień po meczu, w południe dnia meczowego, kiedy na wszystkich kortach toczyły
się gry. Zanim konferencja się rozpoczęła, na Twitterze padały pomysły, co Tomić
chce ogłosić całemu światu - "Chyba nie myślicie, że skończy karierę przed
Rusty'm (Hewitt'em)?", "Pewnie oznajmi, że tak naprawdę nie odbył z
nią żadnego stosunku (nawiązanie do zdjęć)" czy "Ktoś powinien już
powiedzieć Berniemu o nowych technologiach i social media, żeby nie musiał
chodzić na konferencję". Jak się okazało, Tomic pojawił się tam po to, by
usprawiedliwić się z wczorajszego wycofania, a najważniejsza informacja była
taka, że po zrobieniu badań, potwierdziły się przypuszczenia o kontuzji
pachwiny i kolejne minuty na korcie mogłyby tylko pogorszyć sytuację. Trochę
kurtuazyjnej gadki o ulubionym Szlemie, gotowości do wyzwania, jakim był mecz z
Nadalem, przeprosiny dla kibiców, którzy kupili bilety oczekując dobrego
spektaklu i można było ruszać spowrotem do hotelu.
***
Wciąż nie
milkną echa wczorajszego meczu Marinko Matosevića, który wzbudził sporo emocji.
Australijczyk na dosyć długiej pomeczowej konferencji opowiadał o warunkach na
korcie, fatalnej pracy sędziego, który ukarał go karnym punktem i przezwisku
„mad dog”, ale również o braku wsparcia ze strony trenera. Matosević narzekał,
że jego trener nie wspiera go podczas meczu okrzykami, a jedynie oklaskami,
choć on sam czuje, że tego potrzebuje i oczekuje. Przyznał, że rozmawiał już o
tym wcześniej z trenerem, ale nic to nie zmieniło i będzie musiał to zrobić
ponownie.
Dziś na łamach
radia BBC odpowiedział sam Woodforde: „Myślę, że to trochę nieprofesjonalne z
jego strony. Spędziłem z nim sporo czasu, żeby przywrócić jego karierę na dobrą
drogę i myślę, że nam się to udało. Marinko prześladuje to, że na korcie staje
się trochę amatorski, walczy z samym sobą i nie bierze odpowiedzialności za to
co się dzieje. Bardzo łatwo jest zrzucić winę na innych.”
Ciekawe jak się
dalej potoczy współpraca obu panów.
***
Dziś na kortach został zatrzymany Brytyjczyk, który zajmował się obstawianiem meczów. Siedząc na meczu, przesyłał informację, które były wykorzystywane zanim bukmacher zdążył zrobić korektę kursów. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, tak zwany "courtside betting" jest w Australii zakazany w związku ze zmianami w prawie, które wchodziły w ostatnich latach
> Przysięzny M
6/3 7/6(4) 7/5 Zeballos H > Radwańska A 6/0 5/7 6/2 Putintseva J
> Piter K 0/6 1/6 Halep S
> Seppi A 7/6(4) 6/3 5/7 5/7 7/5 Hewitt L - absolutnie mecz turnieju póki co. Genialne piłki, zwroty akcji, obroniona piłka meczowa, niesamowita wola walki Rusty'ego i Seppi, który w decydującym momencie zagrał kilka dobrych piłek więcej. Mecz, który mógł się równie dobrze skończyć po trzech setach, przeciągnął się w dramatyczny pięciosetowy maraton. Hewitt w pierwszych dwóch setach grał bardzo przeciętnie, co wykorzystał Seppi wygrywając pierwsze dwie partie 7/6 6/3, przełamując na początek trzeciego i wychodząc na prostą do zwycięstwa. Hewitt jednak szybko odłamał i zaczął łapać rytm, a przy 6-5 dopadł Włocha przełamując na 7-5. Identyczny przebieg miał set czwarty i piąty, gdzie Andreas zaczynał od przełamania aż w końcu Lleyton odrabiał stratę i wyrównywał. W ostatniej partii wydawało się, że jest po wszystkim, kiedy Rusty odłamał, wyszedł na prowadzenie 5-4* i wywalczył piłkę meczową. Włoch obronił ten ważny punkt asem i wygrał trzy kolejne gemy, kończąc cały mecz. Ponad cztery godziny gry rozstrzygnięte w ostatnich kilkunastu punktach, załamany Hewitt, który już pewnie widział siebie cieszącego się ze zwycięstwa - faworyt gospodarzy jednak poza turniejem. > Kokkinakis T 7/6 0/6 7/6 6/2 Sijsling I - ogromny szacunek dla Thanasiego Kokkinakisa za to jak wywalczył zwycięstwo. Przy stanie 3-1 w 4tym secie zaczęły łapać go poważne skurcze, po jednym z drugich podań ugięły mu się kolana i stracił równowagę, ale próbował grać dalej. Strzelał ze wszystkich piłek, praktycznie na stojąco, byle tylko utrzymać jeszcze 3 własne gemy. Utrzymał dwa, ostatni nie był potrzebny, bo przy podaniu Sijslinga czterema uderzeniami z miejsca rozstrzygnął mecz na swoją korzyść. Duża w tym zasługa Holendra, który nie potrafił naruszyć ledwo chodzącego Australijczyka, ale wola walki i piłki jakie trafiał "The Kokk" godne podziwu. Druga australijska "dzika karta" po Nicku Kyrgiosie w drugiej rundzie! > Simon G 6/7 6/4 3/6 6/3 16/14 Brands D - jeśli ktoś chce oglądać długą, dramatyczną pięciosetówkę, niech idzie na mecz Simona. Francuz w ostatnich latach wyjątkowo często gra maratony w Melbourne i nie inaczej było dzisiaj. Występ Gilou w dzisiejszym meczu był mocno niepewny po skręceniu kostki w pokazowym meczu na Kooyongu. Z kontuzją Simon zmagał się również rok temu podczas meczu z Monfilsem, gdzie padła między innymi wymiana z 72 odbiciami. Po łatwych dwóch setach dla Gillesa, odezwała się kontuzja kolan, uniemożliwiając normalne poruszanie się, a momentami tenisista ledwo trzymał się na nogach zagryzając zęby z bólu. Mecz dokończył, wygrał, 8/6 w piątym secie. Inaczej nie mogło być dzisiaj, 29-latek w sobotę podobno ledwo poruszał się o własnych siłach, a w niedzielę wciąż nie mógł normalnie chodzić - niektórzy pisali, że Simon jest bardzo dużym optymistą czekając do ostatniej chwili na ewentualne wycofanie. Dzisiaj jednak nie tylko pojawił się na korcie, ale rozegrał cały mecz, prawie pięciogodzinny maraton podczas którego obronił siedem piłek meczowych i ostatecznie wygrał 16/14 w piątym secie. Allez. Następna runda z Cilicem i można się chyba już szykować na kolejny pięciogodzinny mecz.
> Kyrgios N 6/3 6/7(5) 6/2 7/6(2) Becker B - znakomity wielkoszlemowy debiut 18-letniego Australijczyka. Nick to zdecydowanie jeden z najbardziej utalentowanych młodych zawodników, z papierami do gry na najwyższym poziomie. Idealne warunki fizyczne, świetne podanie, potężny forehand to istotne atuty zawodnika z Canberry, którymi może zagrozić dużo wyżej notowanym rywalom. Mimo to, póki co jest bardzo ostrożnie wprowadzany do gry na najwyższym szczeblu, ale zdążył się już pokazać na kortach w Paryżu, gdzie po trzech tie-breakach wyeliminował Radka Stepanka. Warto zapamiętać nazwisko, bo będzie z czasem pojawiał się coraz częściej, a już pojutrze, w drugiej rundzie poważniejszy sprawdzian - Benoit Paire.
***
Dzisiejszy
dzień zaczął się od wycofania z turnieju Philippa Kohlschreibera. Niemiec nie
wyszedł na mecz z Aljazem Bedene, przez co szansę gry jako „locky loser” dostał
Stephane Robert. Mecz zaczął się z lekkim opóźnieniem, a Francuz szansy nie
zmarnował i rozbił Słoweńca 7/6 6/3 6/0.
***
Jedynie
sześć(!) punktów rozegrała Alize Cornet z Poloną Hercog. Słowenka po kończącym
forehandzie w drugim gemie wezwała lekarza, a po chwili poddała mecz. Od razu
pojawiły się głosy, że Polona wyszła jedynie po tzw. „startowe”, które jak
podał Simon Cambers wynosi 30.000 dolarów australijskich. Carole Bouchard
zasugerowała, że jeśli Hercog doznała kontuzji przed meczem i faktycznie wyszła
tylko po to, aby rozpocząć mecz, federacja powinna uregulować przepisy, żeby
wyeliminować takie zachowania. Podobne zdanie ma pewnie Claire Feuerstein, bo
to ona jest pierwsza na liście „lucky loserów”.
***
Upał dziś w
Melbourne straszny i niektórzy zawodnicy ciężko to znoszą. Spore problemy miała
Victoria Azarenka, John Isner czy Kiki Mladenović, która była blisko...
zwymiotowania na kort. Roger Federer po kilku gemach spytał czy da się coś
zrobić z niesamowicie nagrzanymi siedzeniami, na które inni tenisiści często
kładli ręczniki, aby móc usiąść, a Tsonga w pomeczowej wypowiedzi przyznał, że tak nagrzana
nawierzchnia chyba nadaje się już do smażenia jajek.
***
Podczas meczu z Benoit Paire, na kort upadł Frank Dancević, który przeszedł pod płot, by schować się w cieniu (1sze zdjęcie). Francuz trochę z niedowierzaniem patrzył, gdy Kanadyjczyk po tym, jak przed momentem był półprzytomny i krótkiej przerwie medycznej wrócił do gry. Do podobnej sytuacji doszło w meczu Nara - Peng, gdzie Chinka potrzebowała odpoczynku (2gie zdjęcie).
***
Kłopoty mają
nie tylko zawodnicy. Podczas meczu Gimeno-Travera z Raonicem zasłabł chłopak od
podawania piłek, a jako pierwszy z pomocą ruszył Hiszpan. Mecz po chwili został
wznowiony, a „ball boy’owi” nic się nie stało. Podawanie piłek to ostatnio
niebezpieczne zajęcie – podczas meczu Rika de Voesta w kwalifikacjach Sydney, „ball
boy” skręcił sobie kolano, a w Auckland John Isner ustrzelił podaniem (ponad
230km/h) dziewczynkę, która po tym jak Amerykanin podszedł przeprosić i zapytać
czy nic się nie stało, odpowiedziała: „To był naprawdę dobry serwis”.
***
Problem z
zapanowaniem nad Camilą Giorgi miała nasza Pani sędzia:
***
Trochę
tragicznych i rzadko spotykanych statystyk dla Marinko Matosevica i Pippo
Volandriego. Australijczyk właśnie zakończył swój 12ty występ w turnieju
Wielkiego Szlema i... jeszcze nigdy nie przeszedł pierwszej rundy – bilans 0W/12L
robi wrażenie, negatywne. Włoch natomiast musi dalej czekać na zwycięstwo w
meczu na betonie. Ostatnio wygrał... na początku 2008 roku, po czym zanotował
już 23 kolejne porażki.
***
Znakomity
doping był na korcie numer 2, gdzie Nishikori grał z Matosevicem. Mnóstwo
kibiców Japończyka, drugie tyle Australijczyków, kort wypełniony po brzegi i atmosfera
jak na Davis Cupie. Taką otoczkę powinny mieć wszystkie spotkania.
***
Bardzo fajnie
układa się drabinka dla Michała Przysiężnego. Po tym jak wycofał się Philipp
Kohlschreiber i skreczował John Isner, Polakowi otwiera się droga do czwartej
rundy (prawdopodobnie będzie tam Murray). Michał pojutrze zmierzy się z
Stephanem Robertem, a dalej będzie czekał Martin Klizan lub Blaz Rola. Wszyscy
zawodnicy niżej notowani od Michała, więc szansa na 4R, która dałaby
prawdopodobnie awans do czołowej 50tki w rankingu, bardzo duża.
*** Bernard Tomić "wybuczony" po decyzji o zejściu z kortu w meczu z Rafą Nadalem. Kibice w domu go szczególnym uznaniem najwidoczniej nie darzą podobnie jak swego czasu Lleytona Hewitta.
*** Fajerwerki na korcie w wykonaniu Gaela Monfilsa. Francuz rozegrał znakomite spotkanie z Ryanem Harrisonem - 43 winnery, 27 niewymuszone błędy i Amerykanin bez żadnej szansy na przełamanie. Kontynuuje bardzo dobrą grę z Dauszy, może jest nawet lepiej, bo wygląda jakby się czuł tutaj świetnie. Może w końcu w tym sezonie "La Monf" spełni oczekiwania kibiców?
Dzumhur D. 6/4 6/2 6/1 Hajek J – Damir jest pierwszym Bośniakiem, który zakwalifikował się do turnieju głównego Wielkiego Szlema i robi znakomite wyniki. Filigranowy 21-latek był skazywany na szybki koniec turnieju w kwalifikacjach z uwagi na swój styl gry, który nijak pasuje do nawierzchni betonowej – wysoko grane piłki, brak agresywnego przyspieszenia, a wszystko nadrabiane jedynie znakomitym bieganiem. Dzumhur łatwego losowania eliminacji nie miał, bo musiał rywalizować kolejno z Brownem, Deseinem i Bemelmansem. Bośniak nie tylko awansował do drabinki głównej, ale zrobił to bez straty seta, a teraz jest już w drugiej rundzie, rewelacyjny wynik.
Thiem D 5/7 6/4 6/3 7/6 Sousa J – Austriak to dla mnie jeden z najlepszych i najbardziej perspektywicznych zawodników w swojej kategorii wiekowej. Świetne podanie, mocne uderzenia zarówno z forehandu jak i jednoręcznego backhandu. Już w poprzednim sezonie pokazywał się często z dobrej strony na turniejach Challanger, a teraz świetnie radzi sobie w Melborune. Pojutrze zagra z Kevinem Andersonem.
Robredo T 6/1 6/7 3/6 7/6 8/6 Rosol L – takich powrotów, jakie notuje czasami Tommy Robredo nie powstydziłby się Novak Djoković. Hiszpan, który na Roland Garros 2013 w jednym turnieju trzykrotnie wracał ze stanu 0-2 na 3-2 dziś mógł odebrać ochotę do gry Lukasowi Rosolowi na dłuższy czas. Czech najpierw prowadził w czwartym secie z przełamaniem, następnie 5-1 w tie-breaku, a set skończył się zwycięstwem Hiszpana. Rosol się nie poddał, w piątym secie prowadził już *5-3 i miał przy swoim podaniu trzy piłki meczowe – Robredo wygrał tą partię 8/6. Wola walki Tommy’ego warta podziwu.
Janowicz J 1/6 4/6 6/4 6/2 6/1 Thompson J – komentatorzy Eurosportu nie mogli się dziś nachwalić młodego Australijczyka, choć warto spojrzeć, że pierwsze dwa sety Jurek oddał swoimi błędami. Thompson poza bardzo dobrym podaniem (jak na jego warunki fizyczne) nie wnosił wiele do gry, przebijał momentami bardzo pasywnie, topspinowe piłki spadały w pół kara serwisowego, a Janowicz albo psuł proste uderzenia albo wpadał na pomysł zagrania bardzo słabego skrótu. Momentem przełomowym była piłka na przełamanie dla Jordana w trzecim secie, którą Jurek obronił, a po niej wszystko zaczęło się zmieniać. Polak pewnie podawał, stopa przestała przeszkadzać, wszedł na swój bardzo przyzwoity poziom, rezultat – po 19-latku nie było co zbierać, od stanu 4-4 w trzecim secie, Jurek zaliczył run gemowy 14-3. Przygotowanie komentatorów, którzy cały czas powtarzali, że Thompson pierwszy raz w karierze gra tak długi mecz, również do poprawy – Jordan choćby miesiąc temu grał w finale Play-Offów o dziką kartę pięciosetówkę z Benem Mitchellem.
Makarova E 2/6 6/4 6/4 Williams V – jak dla mnie, zdecydowanie najlepsze spotkanie kobiet, na które dziś popatrzyłem. Momentami świetny poziom, gdzie piłka latała naprawdę szybko, a panie myliły się bardzo rzadko. Mecz odbywał się w maksymalnym słońcu, więc po niektórych wymianach panie łapały oddech, a Williams od stanu 3-0 w trzecim secie wyraźnie zwolniła i później zdołała wygrać jedynie jeden gem.
Keys M 6/2 6/7(10) 9/7 Mayr-Achleitner P – absolutnie największy roller-coaster dzisiejszego dnia. Amerykanka pewnie wygrała pierwszy set, ale szybko oddała inicjatywę w drugim (2-5), co dało Mayr piłkę setową przy stanie *5-3, której nie wykorzystała. To szybko się zemściło, Keys wyszła na zdecydowane prowadzenie w tie-breaku drugiego seta i wywalczyła cztery piłki meczowe (6-2). Niektórzy pewnie już wstawali z miejsc, żeby zmienić kort, kiedy po chwili zrobiło się 10-8 dla Austriaczki, która wyrównała stan meczu na 1-1, a po chwili przełamała na otwarcie trzeciego seta i zaczęła pewnie wygrywać swoje gemy. Keys zdołała odłamać dopiero przy stanie 3-4* i niedługo później miała szóstą piłkę meczową przy stanie 6-5*. Nie wykorzystała jej, a po kilku minutach Mayr przełamała i podawała na mecz. Na tym spotkanie się nie skończyło, bo Amerykanka szybko odłamała, wygrała łącznie trzy gemy z rzędu i cały mecz 6/2 6/7(10) 9/7. Jak stwierdziła po meczu, sama nie wie ile miała piłek meczowych, na pewno dużo, ale cieszy się, że w końcu wygrała. Zadowolony nie mógł być Łukasz Kubot, który dosyć długo czekał aż będzie mógł wejść na kort i musiał kilkakrotnie rozgrzewać się do gry. Kumkhum L 6/2 1/6 6/4 Kvitova P – a to zdecydowanie największa niespodzianka dzisiejszego dnia. 20-letnie Tajka wyeliminowała rozstawioną z 6tką, Petrę Kvitovą. Na ten mecz akurat nie spoglądałem, ale patrząc na statystyki Petry, czyli 40 niewymuszonych błędów i utrzymanych zaledwie połowa własnych gemów serwisowych, dziś musiała być w tej formie, gdzie wszystko psuje. Sensacyjny wynik.
***
Belinda Bencic pokonała 27 lat starszą Kimiko Date-Krumm.
***
Nie trzeba było długo czekać na tzw. „rowerek”. Annika Beck nie oddała ani jednego gema Petrze Martić, 6/0 6/0.
***
Richard Gasquet z nowym sponsorem od ubrań – Le Coq Sportif. Producent chyba narzucił Francuzowi warunki, bo Richie dziś znów w czapce z daszkiem do tyłu, jak za dawnych lat. Bez czapki natomiast Tommy Haas, który również znalazł nowego sposora i nakrycie głowy chyba nie zostało przewidziane w kontrakcie.
*** Pozostając przy ubraniach, hitem był dziś strój Tomasa Berdycha. Czech wystąpił w rzadko widywanej na kortach koszulce...